
"Tak jak podróżnik potrzebuje
przewodnika by się nie zgubić tak ja czułem, że
potrzebuję kogoś kto poprowadzi mnie w tajniki
medytacji. Od dawna interesowałem się kulturą wschodu ,
pragnąłem także w przyszłości zostać psychologiem.
Myślałem, że jestem na dobrej drodze w zostaniu super
psychologiem lecz ludziom , którym chciałem pomóc
przekazać zdobytą wiedzę, zaczęli ode mnie uciekać. To
była dla mnie lekcja, która pokazała mi, że bez
prawdziwego głębokiego przygotowania nic nie osiągnę..."
Gdybyś w dwóch zdaniach mógł opowiedzieć
czytelnikom Ecce Homo, kim jest Tomek Zimnicki...
Kim jestem? Jestem człowiekiem, który cały czas
odkrywa siebie. Mam 25 lat i cieszę się z tego kim
jestem. A to kim jestem wiem tylko ja.
Kiedy
zaczęła się Twoja przygoda z medytacją,
resocjalizacją?Moja przygoda z medytacją
rozpoczęła się kiedy stwierdziłem, że świat zewnętrzny
jest pogrążony w nieładzie, pełen konfliktów, przemocy,
nietolerancji. Zdałem sobie sprawę z tego, że mój świat
wewnętrzny również nie jest zbyt piękny.
Jako
siedemnastoletni chłopak pragnąłem czegoś więcej od
życia, siebie samego.
Wiedziałem, że nie zmienię
otaczającego mnie świata, ale jak zacznę od samego
siebie to jestem w stanie pomóc innym.
Pracując nad
sobą samym, emocje takie jak gniew lęk strach złość nie
miały aż takiego wielkiego wpływu na mnie. Tak jak
podróżnik potrzebuje przewodnika by się nie zgubić tak
ja czułem, że potrzebuję kogoś kto poprowadzi mnie w
tajniki medytacji. Od dawna interesowałem się kulturą
wschodu(Indie, Tybet) , pragnąłem także w przyszłości
zostać psychologiem. Myślałem, że jestem na dobrej
drodze w zostaniu super psychologiem lecz ludziom ,
którym chciałem pomóc przekazać zdobytą wiedzę, zaczęli
ode mnie uciekać. To była dla mnie lekcja, która
pokazała mi, że bez prawdziwego głębokiego przygotowania
nic nie osiągnę. I właśnie w 1999 roku poznałem
szweckiego terapeutę i zarazem nauczyciela medytacji
Connego Larsona.
Jak wyglądała Twoja
trzyletnia współpraca z Larsenem?Moją
współpracę z Connym Larsonem wspominam jako bardzo ważne
doświadczenie mojego życia. Praca z tym terapeutą
wymagała aby człowiek był otwarty na nowe podejście do
pracy z ludźmi. Dzięki przebywaniu w towarzystwie
Connego, który stał się później moim przyjacielem
nauczyłem się również dużo o sobie samym. Nie było to
jednak dla mnie łatwe gdyż walka z ego wymaga ???ofiar”.
Pozbyłem się wyobrażeń na temat samego siebie, a
szczególnie ???super terapeuty”, gdyż taki nie istnieje.
Będąc asystentem Connego Larsona zwiedziłem prawie
wszystkie ośrodki, poprawczaki, monary w kraju. Byłem
także gościem w instytucji w Szwecji u Connego, gdzie
podpatrywałem jego pracę w nowym systemie penitencjarnym
różnym od tego co widziałem w Polsce.
Współpraca z
Connym pokazała mi jak mam zaopiekować się osobą, której
staram się pomóc. Uświadomiłem sobie, że ja sam muszę
być dobrym przykładem nie w teorii lecz w praktyce dla
ludzi z którymi pracuję.
Nie mogę wymagać aby
pacjent pracował nad sobą jeśli ja sam nie rozumiem tego
co się w moim wnętrzu. Podróżując i poznając ludzi
różnych warstw społecznych i kulturowych stwierdziłem
,że każdy z nas obojętnie czy jest dyrektorem banku,
znanym aktorem czy też zwykłym mieszkańcem naszej ziemi
pragnie być kochanym.
Każdego z nas nurtują te same
problemy, walczymy z naszymi lękami, tęsknimy, boimy się
samotności, pragniemy być potrzebni.
Uważam, że
życie to wielkie misterium w którym przeplatają się ze
sobą barwy i cienie, tak jak miłość, dobro, piękno, a
także zło, lęk, brutalność.
Ja nie różnię się niczym
od innych, mam te same uczucia, kocham, tęsknię, płaczę,
boję się...
Praca z Connym oraz z ludźmi
pokrzywdzonymi przez los otworzyła mnie na całość życia
na jego piękno i brzydotę, na miłość i odrzucenie,
staram się w każdej sytuacji dostrzegać jedność. Wiem,
że każdego z nas może spotkać cierpienie. Jeśli
skupiałbym się na jednym aspekcie życia widzącym tylko
dobro byłbym duchowym kaleką z jednym sprawnym
okiem.
W 1999 roku zrobiłeś kurs na
nauczyciela medytacji. Jak wygląda egzamin kończący taki
kurs?Przed egzaminem było trzydzieści dni
medytacji po osiemnaście godzin dziennie i dwuletnia
praktyka medytacyjna. Wieczorami odbywały się wykłady,
na których dowiadywaliśmy się na czym polega medytacja,
jakie procesy zachodzą w organizmie . Taka duża liczba
godzin była potrzebna aby system nerwowy mógł się
oczyścić z toksyn ,uwarunkowań, itp., który z każdych
uczestników nosił w podświadomości.
Nie było mi
łatwo tym bardziej, że to były słoneczne dni lipca, za
oknem piękne widoki, które wołały mnie by je odkryć,
lecz ja musiałem medytować.
Praca nad sobą wymaga
poświęceń. Jest to nieprzerwane badanie siebie i
odkrywanie jak wielki i nie zmierzony jest świat, który
każdy z nas nosi w sercu.
Nagroda jaka czekała na
zakończenie kursu warta była poświęceń. Ciężko to opisać
gdyż badanie samego siebie jest jak podróż w bezkresne
morze, a to co człowiek osiąga w trakcie praktyki nikt i
nic nie jest w stanie mu odebrać. Harmonia, cisza,
piękno i najważniejsze, to miłość do samego siebie, a co
za tym idzie do każdej żywej istoty.
Czytelnicy może
nie wierzycie w to co czytacie, ale medytacja i miłość
jaką człowiek odkrywa do samego siebie przemieniła już
niejednego przestępcę.
Gdy przyszedł dzień egzaminu,
każdy z uczestników kursu musiał przeprowadzić naukę
medytacji przed samym nauczycielem.
Ale
najważniejsze odkrycie to takie gdzie zdajemy sobie
sprawę, że egzamin zdajemy każdego dnia stojąc w kolejce
na poczcie, jadąc brudną windą, widząc brak kultury w
autobusach, nieuczciwość w urzędach i jak my istoty
rozumne nazywając siebie ludźmi reagujemy na to koło
iluzji.
W takim razie potrafisz np. skutecznie
rozmawiać z ludźmi którzy są umieszczeni w zakładach
karnych, poprawczakach?Myślę, że nie ma
takich technik aby skutecznie rozmawiać z pacjentami lub
kimkolwiek. Najważniejsze aby nie manipulować, nie
kłamać, nie oszukiwać rozmówcy, trzeba być sobą.
Pokazać, że jest się szczerym i otwartym.
W
przeciwnym razie rozmówca odczuje naszą nieszczerość i
na samym starcie jest się przegranym.
Jeśli chodzi o
mnie, to zanim rozpocznę zajęcia mówię wszystkim
zebranym aby za drzwiami zostawili swoje wyobrażenia o
sobie samym, maski jakie noszą, schematy w jakich żyją.
Mówię aby na zajęciach byli sobą, np. dyrektor firmy nie
gra szefa, lecz bierze aktywny udział nie pokazując
swojej dominującej roli jaką pełni w życiu codziennym.
Na moich zajęciach status społeczny znika za rogiem,
dzięki temu buduje się bezpośrednie porozumienie między
mną a pacjentami czy rozmówcami. Nikogo nie wywyższamy,
ani nie poniżamy.
Piszesz o sobie... "W MOJEJ
PRACY NIKOMU NIE NARZUCAM MOICH POGLĄDÓW, IDEII,
PRZEKONAŃ, przedstawiam tylko naukę o moralności i
wartościach ludzkich takich jak miłość, piękno
dobro...", czy w momencie, kiedy widzicie, że człowiek
całkowicie błądzi, nie staracie go na siłę przywrócić na
tą właściwą drogę?Największym błędem jaki
można popełnić chcąc pomóc drugiej osobie jest robienie
to na siłę. W tej chwili przychodzi mi na myśl stare
chińskie powiedzenie ???NIE PCHAJ RZEKI ONA SAMA
PŁYNIE”. Każda ingerencja w uświadamianiu komuś na siłę
powoduje odwrotny skutek od zamierzonego.
Człowiek
sam powinien zrozumieć ile może zdziałać własną pracą o
własnych siłach. Moim zadaniem jest wskazanie
odpowiednich drzwi przez które jest w stanie przejść o
własnych siłach.
Którą z książek współczesnej
literatury mógłbyś polecić czytelnikowi jako źródło
wiedzy medytacyjnej i wiedzy o samym
sobie...?Uważam, że każda literatura jest
dobra, każda książka daje nam możliwość poznawania
siebie. Mogę polecić lektury tak wielkich mistrzów
jakimi są Swami Rama, Ramana Maharishi, Antony de Mello,
Jiddu Krishnamuri. Dobrym natchnieniem może być też
kazanie na górze Jezusa.
Kto może uprawiać
medytację, lub może inaczej..., kto tego robić nie
może?Medytacji nie mogą praktykować osoby
chorujące na schizofrenię. Ale muszę tu otwarcie
powiedzieć i ostrzec, aby samemu nie praktykować
medytacji i nie eksperymentować z wiedzą wyczytaną z
książek. Wiedza ta jest dobra, buduje fundamenty do
praktyki medytacji, ale aby bezpiecznie i w pełni
medytować potrzebny jest nauczyciel, który dopełni
reszty.
Medytacja nie jest po to by uciec od życia,
od problemów jakie nękają ludzkość, ale jest
instrumentem, narzędziem, którego uczymy się używać w
celu lepszego, bezpieczniejszego wykorzystywania naszego
potencjału, wiedzy, intuicji.
Gdzie pracujesz
i na czym opiera się Twoja praca. Jak długo trwa
kuracja, człowieka, który jest uzależniony od
narkotyków?W chwili obecnej prowadzę zajęcia
we Wrocławiu. Są to spotkania dla ludzi, którzy chcą
poznać tajniki medytacji, chcą w swoim życiu panować nad
stresem, nad szarpaniną każdego dnia. Przychodzą aby móc
nauczyć się stawiać czoła swoim problemom, odkryć kim
są, oraz wykorzystywać drzemiącą siłę, który każdy z nas
nosi w sobie. Prowadzę także zajęcia w zakładzie karnym
w Wierzchowie.
Kuracja człowieka uzależnionego od
narkotyków, według technik które ja opanowałem, polega
na sześciomiesięcznej terapii oraz trzyletniej praktyki
medytacji. Podczas tych zajęć pacjent uczy się panować
nad sobą. Zaczyna zdawać sobie sprawę, że sięgnął po
narkotyki gdyż nie umiała sobie poradzić z problemami
emocjonalnymi, które były wywołane np.: problemami w
domu, brakiem akceptacji, problemami w szkole itp.
Ciężko jest opisać proces leczenia w kilku zdaniach,
a efekt końcowy jest taki, że pacjent dzięki medytacji
ma oczyszczony system nerwowy oraz podświadomość.
Lecz najważniejszym elementem tej terapii jest
wzrost samoakceptacji i miłości do samego siebie. Nie
wszystkim udaje się wytrwać do końca, gdyż praca nad
sobą jest ciężkim wyzwaniem zarówno dla terapeuty jak i
dla pacjenta.
Jakich ludzi poddajesz terapi w
zakładzie karnym?Dla czytelników może to być
niewiarygodne, ale technika relaksacyjna, czyli
medytacja ma niesamowity wpływ na proces zdrowienia,
który związany jest nieodłącznie z naszą psychiką,
emocjami, uczuciami.
Kiedy podświadomość zostaje
oczyszczona z lęków, negatywnych emocji, traumatycznych
doświadczeń, złych wspomnień itp. w trakcie praktyki
medytacyjnej, system nerwowy automatycznie zaczyna
funkcjonować prawidłowo. Skutkiem tego są np.: powroty
do zdrowia osób, które chorowały na nadciśnienie,
bezsenność, choroby serca, stanów lękowych, padaczek po
alkoholowych. Znika chęć palenia, picia alkoholu,
wzrasta koncentracja. Człowiek staje się świadomy tego w
jaki sposób zaczyna się odżywiać, ile czasu poświęca na
sen, a przede wszystkim prowadzi zdrowy tryb życia.
Podczas trzydziestominutowej medytacji organizm
odpoczywa jak podczas ośmiogodzinnego snu. Umysł staje
się przejrzysty, przenikliwy. W nas samych pojawia się
spokój, harmonia i znika całkowicie agresja i przemoc,
gdyż te emocje biorą się z lęku i ze strachu. Jesteśmy
bardziej świadomi tego co dzieje się w nas samych i mamy
nad tym kontrole. Praca nad sobą jest ciężka dlatego
najczęściej z dwunastoosobowej grupy pozytywny efekt
uzyskuje 50% uczestników.
Doszły mnie słuchy,
że niekiedy więźniowie w zakładzie karnym robili nawet
zrzutki, po to, abyś mógł ich częściej
odwiedzać...Kiedy pracowałem w wolontariacie
w jednym z poprawczaków prowadziłem te zajęcia darmowo.
Niestety nie było mnie stać na częste wizyty dlatego też
chłopaki robili tzw. ???zrzuty” na dojazdy, abym mógł
częściej ich widywać. Zdarzały się przypadki, że całe
rodziny przyjeżdżały aby podziękować mi i dyrektorowi
zakładu karnego, że ich syn tak diametralnie się zmienił
na lepsze. Dostaliśmy kiedyś także zaproszenie na ślub
od jednego z więźniów, który do tej pory prowadzi
spokojne i prawe życie.
Czy z Twoich usług
terapełtycznych kożystali ludzie ze świecznika - twórcy
kultury, politycy?Owszem z technik medytacji
korzystały osoby z tzw. Świecznika, lecz nie będę
zdradzał ich danych gdyż są oni dla mnie takimi samymi
ludźmi jak ty czy ja, a to, że są znani nie czyni ich
lepszymi od nas.
Terapia z ludźmi nie będącymi w
zakładach karnych aż tak bardzo się nie różni. W oby
dwóch przypadkach efektem końcowym jest harmonia i
uczucia piękna oraz samoakceptacja.
Sądzę, że
największy przełom w praktyce medytacji osiąga każdy,
kto tego chce. Natomiast gdyby medytacja zainteresowali
się politycy może nie było by tych afer politycznych,
kłamstw i korupcji, które nękają cały polityczny świat.
Jakie są Twoje zawodowe
marzenia?Moim zawodowym marzeniem jest
otwarcie fundacji w Jastrzębiu Zdrój. Zadaniem tej
fundacji będzie między innymi pomoc dzieciom z rodzin
patologicznych, praca z trudną młodzieżą, uświadomienie
mieszkańcom Śląska jak negatywny wpływ mają środki
odurzające, czym to grozi, jakie ma skutki. Również
zadaniem fundacji będzie dokarmianie dzieci,
finansowanie kosztownych operacji, wakacji, książek,
leków, zabawek, ubrań itp.
Funkcją tej fundacji
będzie przeprowadzanie na terenie szkół spotkań z
uczniami na których będzie mowa o Konwencji Praw
Dziecka.
W chwili obecnej poszukuję sponsorów.
Przyjmę każdą pomoc za którą już teraz z góry dziękuję.
Zainteresowanych proszę o kontakt mailowy:
mailto:fundacja-dzieciom@go2.pl%20?subject=fundacja
(eRAMA - wywiad)
Staje przed Wami wszystkimi wyjątkowa
okazja. Chcecie nauczyć się medytacji? Macie problemy,
ktore chcielibyście rozwiązać dzięki technice
medytacyjnej, czyli, raz na zawsze? Zapraszam do
zapoznania się z działalnością Tomasza Zimnickiego - http://www.saibaba.w.pl/
KOMENTUJ
NA FORUM
NAPISZ
MAILA DO TOMKA